Do miejsca ceremonii ślubnej przyjeżdżam 45 minut przed umówionym spotkaniem wśród ulewnego deszczu, który umył, albo pobrudził mój samochód. Nigdy tego nie wiem. Pomyślałem przez moment: „deszcz che pokrzyżować misternie przygotowany plan ceremonii jaki ułożyliśmy popijając kawę w domu Moniki i Tomka dwa miesiące wcześniej…” By po chwili dojść do wniosku, że nic bardziej mylnego – deszcz jest chwilowy – para tak słoneczna i radosna…a ich miłość wieczna…co tam deszcz ! Monika i Tomek włożyli sporo serca by wykreować i przeprowadzić ten magiczny dzień dla swoich przyjaciół i rodziny wg własnej wizji, jednocześnie dając wyraz swoim uczuciom.

Trud włożony w przygotowania nie poszedł na darmo. Był z pewnością prawdziwą reprezentacją tego, kim są jako ludzie i jako para. Było tak wiele spersonalizowanych szczegółów. Przykładem niech będą wizytówki charakteryzujące dobre strony każdego uczestnika wesela jakie swojej rodzinie i przyjaciołom przygotowała moja panna młoda i jej przyszły mąż. Monika opowiadała mi podekscytowana jak dwa dni zmieniali kreślili i wymyślali teksty i ile przy tym było humoru i dobrej zabawy. Powiedzieli sobie tak w Pałacu Wąsowo.

Tak wielkiej spontaniczności w składaniu przysięgi małżeńskiej dawno nie widziałem. Nie były to wypowiadane rutynowo słowa, które są wyklepaną formułą urzędową. Było to wyznanie dwojga ludzi, którzy uwiedli siebie nawzajem swoją osobowością i te osobowości pokochali. Kocham Was bardzo za tą wierność zasadom które wyznajecie. To był dzień niepodobny do niczego, czego doświadczyłem do tej pory, ale nie mogę powiedzieć, że jestem zaskoczony znając Monikę. Wspominając ten wrześniowy dzień myślę, że mógłbym przeżyć dzień ślubu z nimi jeszcze raz. Tak bardzo bym chciał, żeby to był taki sam dzień …